IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Głębia lasu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Koliber
Dyplomata

avatar

Posty : 29
Data przyłączenia : 27/11/2014

PisanieTemat: Głębia lasu   Pią Lis 28, 2014 3:13 pm

Chcąc się odstresować po przemierzeniu krętej drogi "zwykłego" dnia, wiele osób z pewnością udałoby się na długi spacer. Jedni pójdą w tę, drudzy we w tę... Jednak magia palety kolorów skutecznie przyciąga wędrowców, ciekawskich i znudzonych. Barwne liście drzew dodają temu miejscu niezastąpionego klimatu. Rozłożyste kwiaty sięgające przeciętnej osobie do kolan mają płatki tak delikatne niczym pościel aksamitna. Lepiej mimo wszystko ich nie dotykać, gdyż wiele z nich opracowało sobie różnego rodzaju ataki. Jeden może być trujący, inny niepostrzeżenie zachować się jak rosiczka. Mimo, że każda roślina z osobna zdaje się być wyjątkowa, to bardzo łatwo jest się zgubić. W dodatku uwodzące melodie wygrywane przez ptaszyny nieraz już wprowadziły spacerowicza w trans, co wcale nie ułatwia skupiania się na obranej trasie.
Radzę również uważać na inne stworzenia zamieszkujące las. Względnie potulne, różowe zające mogą okazać się istnymi wilkami w ludzkiej skórze. Nie dajcie się zwieść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Darcey
Planista

avatar

Posty : 23
Data przyłączenia : 30/11/2014

PisanieTemat: Re: Głębia lasu   Nie Lis 30, 2014 10:47 pm

Zazwyczaj potrzeba naprawdę CZEGOŚ, żeby ruszyć Darceyego z domu. Swojego, czy innego - jeden pies. Ważne, że z kanapą i kimś do pogadania. Szybkie wyloty są dopuszczalne, bo ktoś przecież musi skoczyć po jakieś żarcie, piwko czy coś innego bardzo potrzebnego do życia, ale no... do sklepu. Zwykle to tam chodził na zakupy, ale dzisiaj jakimś dziwnym trafem znalazł się w środku lasu. No cóż, zdarza się. Może nie każdemu, ale Darceyowi na pewno. No ale trudno, co poradzić, po prostu będzie później w domu. O ile się tam w ogóle dostanie, rzecz jasna, bo idąc w kierunku miejsca, w którym się teraz znalazł wcale się nigdzie nie kierował, co znaczy, że znów się wyłączył, pogrążył w tym co było i nie będzie, a jego ciało przejęło stery. Zdjął słuchawki z uszu i stał tak przez chwilę, w kompletnym bezruchu, po prostu na nie patrząc. Czuł jak powoli wzbiera w nim irytacja. Okej, słuchajcie wszyscy, Wielki Darcey już nie wróci. ...Co? Postanowił zmianę, wyjechał by zacząć życie od nowa? Niee. Zgubił się w lesie.
Hej ho, hej ho.
Zastanawiał się właśnie czy ma w sobie tyle siły, żeby zostawić wszystko wokół tak jak jest i czegoś nie zamordować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Koliber
Dyplomata

avatar

Posty : 29
Data przyłączenia : 27/11/2014

PisanieTemat: Re: Głębia lasu   Nie Lis 30, 2014 11:02 pm

Princeton zdecydowanie bardziej wolał przebywać z samym sobą niż w tłumie ludzi. W dodatku zapach kwiatów był dla niego jak narkotyk. Nietrudno się domyślić, że właśnie las stał się jednym z ulubionych miejsc Kolibra. Akurat przechadzał się nieistniejącą ścieżką, slalomem między drzewami. W dłoni trzymał czerwoną stokrotkę, która tak ładnie pachniała... Wetknął nos miedzy aksamitne płatki kwiatu, kiedy nagle usłyszał pęknięcie gałęzi. Jakby czyjeś kroki.. Rozejrzał się z lekkim niepokojem w oczach. Bo któż mógłby spacerować lasem oprócz samego Kolibra? Może ten ktoś potrzebuje pomocy? Princeton wyłonił się zza drzew, a jedna z gałęzi krzaków zaczepiła się o jego włosy, co musiało wyglądać trochę głupio. Sam Koliber tego nie poczuł, bardziej zainteresowany był faktem, że wyszedł komuś prosto na drogę. Niemal od razu usunął się z dróżki, stając sobie z boku. Odgarnął kosmyki z twarzy obdarzając obcego chłopaka ciepłym uśmiechem. Czuł pewne zagrożenie z jego strony, lecz uznał to za złudne. Nikt przecież nie jest zły..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Darcey
Planista

avatar

Posty : 23
Data przyłączenia : 30/11/2014

PisanieTemat: Re: Głębia lasu   Nie Lis 30, 2014 11:54 pm

W ogóle nie wierzył w powodzenie planu, ale jako że był jedyny i więcej ich nie miał, a i nie miał do stracenia niczego więcej niż siebie, postanowił wcielić go w życie. Polegał on na odwróceniu się w kierunku przeciwnym do obecnego i wędrówce po prostej linii. Jeśli wszystko poszłoby po jego myśli, po jakimś czasie powinien znaleźć się poza lasem, skąd powrót byłby już prostszy. Jednak zanim się rzeczywiście odwrócił, jego uwagę przykuła jakaś postać. Mężczyzna. ...chyba. Stał obok dróżki, przyglądał mu się. Przez chwilę miał wrażenie, że majaczy. Rozbudził go gwałtowny dreszcz, spowodowany uśmiechem istoty. Istoty z Cor. Nawet ciepły gest potrafił przeobrazić się w paskudny, złośliwy uśmieszek, jeśli tylko został skierowany do nieodpowiedniej osoby i wykonany przez kogoś najmniej oczekiwanego. Każda pozaziemska kreatura była dla niego tym samym. W każdej z nich widział tą samą osobę i to samo wydarzenie. Rana była jeszcze świeża.
Darcey nie był osobą, która często uciekałaby się do szablonowego myślenia, ale górę brały nad nim zbyt silne emocje. Zbyt wiele przeszedł, żeby potrafić patrzeć na nie przychylnie. Nawet mimo, że kiedyś zdecydowanie stał po ich stronie.
Oczy mu momentalnie rozjaśniały. Wygląd mężczyzny podburzał go jeszcze bardziej. Był... wysoki, ale drobny, delikatny. Jakby wcale nie krył pod tą osłoną pozorów niczego tak bardzo nieludzkiego, przerażającego.
Uśmiechnął się krzywo, zsuwając kciukiem osłonę sztyletu i nie spuszczając obcego ze wzroku.
- W samą porę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Koliber
Dyplomata

avatar

Posty : 29
Data przyłączenia : 27/11/2014

PisanieTemat: Re: Głębia lasu   Pon Gru 01, 2014 5:18 am

No i wyszło szydło z wora. Kolejny z tych, którzy bezpodstawnie na sam widok istoty z Cor sięgają po szablę. Westchnął w myślach. I co by z nim zrobić? Odwrócić się i na powrót zniknąć w krzakach, czy może stać tu wciąż naprzeciw tego chłopaka? Koliber, jak to miał w zwyczaju, wybrał opcję drugą. Zawsze ryzykował z takimi, narażał się, a taką głupią odwagą zwykle jeszcze bardziej denerwował. Ale z nim nie pogadasz!
- Przeszkodziłem Ci? Przepraszam. - Odezwał się równie delikatnym głosem jak zawsze, a uśmiech mu z twarzy nie schodził. Jedynie nieco zmalał, ale tylko troszkę. W końcu nie chciał być zabity... Tak bez powodu. Bo gdyby był do tego powód, pewnie by się dał... Ale za samo pochodzenie? W końcu jest z ALASu, wszyscy znają ich zdanie na ten temat.
Poprawił włosy szybkim ruchem i czekał co się wydarzy, będąc gotowym na wszystko. Mimo to, cofnął się, czując narastającą niepewność.
- Może lepiej będzie, jeśli oboje pójdziemy w swoją stronę? - Dłonie mu zadrżały. Bał się? Ale czego? Przecież w każdej chwili może użyć zmiennokształtności i zniknąć z oczu tego kogoś w sekundę. Jednak w środku czuł, że powinien najpierw z nim porozmawiać. Udowodnić, że nienawiść do istot z Cor jest bezcelowa. Taki tam obowiązek, w końcu jest w ALASie, jeszcze jego dyplomatą!
- Źle robisz.. - Wyciągnął z wewnętrznej kieszeni płaszcza wizytówkę organizacji ze swoim nazwiskiem i machnął mu nią przed oczami. Czy on sam zrobił dobrze?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Darcey
Planista

avatar

Posty : 23
Data przyłączenia : 30/11/2014

PisanieTemat: Re: Głębia lasu   Pon Gru 01, 2014 9:48 pm

Gumowa osłonka sztyletu zsunęła się z ostrza i spadła bezgłośnie na trawę. Wydawało się, że czarnowłosy lada chwila ruszy w kierunku mężczyzny swoim zdecydowanym, pewnym swego krokiem. Jego postawa świadczyła o pełnej gotowości. Był pewien swoich możliwości. A jednak... Jednak dało się w nim rozpoznać zwyczajny strach. Jego oczy wyglądały tak, jakby widziały o wiele więcej niż rzeczywiście powinny zobaczyć. Jego twarz o surowym, bezwzględnym wyrazie zaostrzyła bruzda między brwiami. Nie ruszał się. Zignorował wypowiedź mężczyzny, o ile ją w ogóle usłyszał. Był zbyt pochłonięty przez swoje wszystkie "ale". Jego obowiązkiem jako członka HERIDY była likwidacja istot z Cor. To przecież oczywiste. Powinien właśnie w tej chwili pozbawić go życia i odejść z satysfakcją z dobrze wykonanej roboty i świadomości jednego dziada mniej. Ale to przecież nie o to chodziło. Nie o żadne poczucie obowiązku, o miłość do ojczyzny, zaborczość. To nie to. Przecież nie zdecydował się na udział w organizacji po to, żeby cokolwiek likwidować. Jego działalność nie kryła żadnych szlachetnych motywów, celów. Nie zamierzał niczego w ten sposób osiągać. Jedynym popychającym go ku temu bodźcem była jego przeszłość.
To nie była zemsta. Tu nie chodziło o żadną sprawiedliwość, ani nawet nienawiść. To nie tak, że po jednym, nieważne jak ważnym dla niego wydarzeniu, przekreślił wszystkie istoty z Cor i postawił się przeciw nim. Jego motywy były bardziej ludzkie, niż można by się było spodziewać.
Nigdy nie walczył na froncie. Przeszedł wszystkie potrzebne do dostania się na obecne stanowisko szkolenia, ale ani razu bezpośrednio nie zbrudził się krwią istot z Cor.
Planował. Jego praca polegała na układaniu strategii, prowadzeniu zwiadowców. Zabijał bardzo efektownie, lecz nigdy własnymi rękoma. Zdawał sobie sprawę z beznadziejności swojego postępowania, jednak nie był w stanie się od tego uwolnić. To pozwalało mu oddychać.
Taki był właśnie głupi.
Po chwili, która zdawała się trwać wieczność (zwłaszcza kiedy pisze się posty w takim tempie [sorry ;_;]), czarnowłosy uniósł sztylet na wysokość oczu i skierował jego ostrze w stronę miętowego przybysza. Nie umiesz rozwiązać problemu? Spokojnie, może rozwiążesz go później. A jeśli nie... cóż. Jeśli problem jest zbyt trudny zawsze można go po prostu olać i zapomnieć o sprawie.
...Pinct, Prindon, Prince-..., Pri- AAAaaaa jebać.
- Ty. Pomożesz mi się stąd wydostać. -
No, takiego obrotu akcji nawet on sam się nie spodziewał. Mógł zgadywać, że jest swoim tekstem tak samo zaskoczony jak osoba, na którą dopiero co miał zamiar się po zwierzęciu rzucić. Jego ton był stanowczy, nakazujący, ale nie wrogi. Powiedział wszystko na jednym wydechu, toteż nietrudno było się domyślić, że ta chwilowa cisza trochę go kosztowała.
Nie był pewien reakcji Princetona - nawet mimo jego jednoznacznej postawy - dlatego nie opuszczał gardy. Intuicja podpowiadała mu, że nie miał powodu do takich obaw, ale lepiej dmuchać na zimne. To że zdecydował się niczego zbyt prędko nie załatwiać wcale nie znaczyło, że role nie mogą się odwrócić.

/kill meh
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Koliber
Dyplomata

avatar

Posty : 29
Data przyłączenia : 27/11/2014

PisanieTemat: Re: Głębia lasu   Wto Gru 02, 2014 5:38 pm

Poczuł niezbyt silne ukłucie w sercu, kiedy mimo wszystko jego towarzysz podniósł na niego swą broń. Dalsze przekonywanie go do tego, że jest się dobrym nie miało sensu, a przynajmniej dla Princetona. Powoli schował wizytówkę na swoje miejsce, speszony gubiąc wzrok gdzieś w trawie. Nie chciał ginąć z rąk członka HERIDY, wtedy wyszłoby na to, że przegrał. Przegrał walkę o pokój, dobrobyt innych, a przecież żył wyłącznie po to. Jedyne o czym marzył, to widok człowieka żyjącego we wspólnocie z istotą z Cor. Może to trochę głupie marzenie.. Godne modelek, które chcą wygrać konkurs. Ale marzenia zwykle są takie. Często też te najbardziej absurdalne mogą się ziścić. Wystarczy tylko chcieć, a Koliber mocno wierzył, że i jego się spełni.
Był gotów, aby w każdej chwili odlecieć na maleńkich skrzydełkach gdzieś w las. Jednak słowa czarnowłosego w momencie odwiodły go od tej myśli. Jego ciało zadrżało delikatnie. Czyżby go przekonał? A może to tylko podstęp? ... Lepiej myśleć pozytywnie.
Dla pewności cofnął się o pół kroku, mierząc ciepłym spojrzeniem nieznajomego. Widział w nim coś... Coś, co prawdopodobnie uratowało go przed śmiercią. Jakąś niepewność, wątpliwość. To sprawiło, że obdarzył go zaufaniem. Patrząc prosto w błękitne oczy, złapał za czubek szabli skierowanej w jego stronę tak delikatnie, jakby dotykał zranioną ptaszynę z zamiarem uzdrowienia jej. Mimo tej czułości w dotyku, po jego dłoni swą drogę poprowadziła ścieżka jasnej krwi. Nie zareagował na to niczym. Sprowadził lekko ostrze ku dołowi, by zabezpieczyć samego siebie przed podstępnym atakiem, który wciąż mógł mieć miejsce, chociaż Koliber szczerze w to wątpił. Pozwolił kropelce krwi swobodnie opaść na trawę, a sam podszedł ku mężczyźnie z naprzeciwka.
- Chciałbyś wrócić na swoje miejsce? Do miasta? - Wolał zapytać. W końcu nie wiedział, skąd ten ktoś przyszedł, po co i dlaczego w ogóle wszedł między drzewa tego lasu.
Mimo to nie czekał na odpowiedź. Byli głęboko w lesie, aby dostać się gdziekolwiek należy pójść tą samą drogą. Wyminął go i postawił parę kroków, a na koniec przystanął, oglądając się za nim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Darcey
Planista

avatar

Posty : 23
Data przyłączenia : 30/11/2014

PisanieTemat: Re: Głębia lasu   Wto Gru 02, 2014 8:08 pm

Nie potrafił wyczuć w zielonowłosym żadnych złych intencji, dlatego cały czas miał się na baczności. Jego reakcja przerażała go o wiele bardziej, niż gdyby miał zamiar zrobić te swoje pozaziemskie fikumiku i zadziałać na niego mocą jakiejś niewytłumaczalnej dla ludzi umiejętności. Jego czyste i nieskalane złą emocją reakcje jedynie potęgowały w nim zwątpienie. Dyplomata ALAS, huh...
Skinął twierdząco głową, dla wzmocnienia niewypowiedzianych jeszcze słów.
- Dobra, przekonałeś mnie. - odpowiedział, zdając sobie sprawę że w tej sytuacji sarkazm brzmiał co najmniej komicznie.
Oczywiście, że źle robi. Jaki debil rzuciłby się w pojedynkę na - właściwie jeszcze niezbadaną istotę, o której wiadomo póki co, że pochodzi z jakiegośtam Cor i prawdopodobnie dysponuje jakimiś potężnymi, niewytłumaczalnymi na ludzki umiejętnościami? No przecież wszyscy wiemy jaki, tylko, kurna, dlaczego znów zamiast najpierw zastanowić się, pomyśleć 10 razy, leci na łeb na szyję gdzie go tylko poniesie? Wyglądał jakby miał zamiar coś jeszcze dodać, ale gest mężczyzny wprawił go w chwilowe osłupienie. Z niezmienioną mimiką przyglądał mu się jeszcze chwilę, dopóki ten go nie minął. Rozpoznał w sobie uczucie przegranej.
Obrócił sztylet w palcach i podniósł z ziemi upuszczoną wcześniej osłonkę, przyglądając się Princ-... Księciu kątem oka.
- ...Ta... Chciałbym.
Wyprostował się i schował swoje czarne, wielkie ostrze śmierci z powrotem, po czym nie patrząc już na Princetona poprawił na sobie bluzę.
- Do miasta, Książę. - sprostował, coby nie zaszło żadnej pomyłki i nie został zaprowadzony do jakiegoś innego lasu, albo jaskini.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Koliber
Dyplomata

avatar

Posty : 29
Data przyłączenia : 27/11/2014

PisanieTemat: Re: Głębia lasu   Sro Gru 03, 2014 9:47 pm

Darcey był luźny.
Tak, Princeton jak zwykle przy poznawaniu ludzi od początku do końca w głowie układał sobie ich charakterystykę. Teraz również inaczej nie było. Sposób mówienia czarnowłosego, jego postawa i wygląd podpowiadały Kolibrowi, że chłopak ten jest wyluzowany. Może nie do końca taki luzak z niego był, lecz jeszcze dzieciak. Cieszy się ze swojej udawanej waleczności i odwagi, smutnieje wraz z przegraną. Nie była to - broń Boże! - cecha zła. Raczej typowa dla ludzi. Koliber nigdy nie udawał kogoś innego niż faktycznie był. Okazywał swe emocje, choć nie wszystkie. Rzadko się złościł, nieczęsto smucił, zatem nie musiał nawet tego ukrywać. Tego zwyczajnie nie było w jego życiu, choć trudno w to uwierzyć. W każdym razie Darcey w miętowych oczach zyskał miano "typowego". "Typowy", nie zły, przeciętny, irytujący. Po prostu "typowy". Przynajmniej łatwiej będzie go poznać i mu pomóc, tak?
Na policzki mężczyzny wpłynął nieznaczny rumieniec, lecz nadal widoczny. Minus bladej skóry, ot. Był ogromnie skromną osobą, dość uczuciowo reagował na każde przyjemnie brzmiące słówko rzucone w jego stronę. Przyjął, że zwrot, jakim skierował się do niego nieznajomy wyniknął z imienia. Fakt, "Książę" było prostsze niż Princeton, dlatego nie był w szoku. Mimo wszystko było mu nieco nieswojo. W końcu "Książę" brzmi tak wyniośle... Pięknie. Ah, no i Koliber z żadnej rodziny królewskiej nie był, to też przyczyniło się do skrępowania ogólnego.
Patrzył w błękitne oczy moment, krzyżując dłonie z sobą za plecami.
- Książę... Wystarczy Koliber. - Posłał mu niezwykle delikatny uśmiech. - Tylko mnie nie zgub, ani nie zbaczaj z trasy, dobrze? - Bo opiekuńczośni nigdy nie za wiele!
Z cichym westchnięciem obrócił się ku północy, gdzie prowadziła ścieżka. Powolnym krokiem ruszył jej szlakiem, wciąż bacznie pilnując towarzysza, aby ten trafił wraz z nim do celu. Nie gapił się natrętnie, jedynie posyłał dyskretne spojrzenia. Szczerze powiedziawszy zawsze był ogromnie ciekaw członków HERIDY. Powodu ich nienawiści do wszystkich z Cor, ta ich zawziętość... Wierzył, że każdy z nich ma do tego powód, który można sprostować. Z każdym problemem da się pomóc, wystarczy chęć obu stron. Tak właśnie działał ALAS...
W pewnym momencie przystanął, a po jego plecach przebiegły dreszcze. Nektar, poczuł nektar, śpiew kolibrów, brzęk trzmieli. Wiedział, że to bardzo nie na miejscu, by teraz zlekceważyć nieznajomego... Ale to trudne. Bardzo! Rozejrzał się niepewnie, po czym speszony zawiesił wzrok na Darceyu.
- Przepraszam najmocniej... - Jedynie zrobił kilka kroków w bok i zerwał chabrowy kwiat z soczystej łodyżki. Dyskretnie przytknął go do nosa, schował do kieszeni na piersi i wrócił do czarnowłosego.
- Wybacz mi moje chwilowe roztrzepanie... Chodźmy dalej. Więcej się to nie powtórzy.
I tak jak powiedział - tak zrobił. Ruszył w kierunku miasta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Darcey
Planista

avatar

Posty : 23
Data przyłączenia : 30/11/2014

PisanieTemat: Re: Głębia lasu   Pią Gru 05, 2014 7:57 pm

- Jaki ty skromny. - spojrzał na niego spod ukosa, przewracając w kieszeniach bluzy jakieś małe, potrzebne graty. Po jego zrezygnowanym westchnieniu można się było domyślać, że nie znalazł tego czego szukał, a po wzroku wracającym za siebie, że prawdopodobnie woli obwiniać swoją nieuwagę przy zgubieniu tej rzeczy podczas swoich bojowych aktów, niż swoją pamięć i pozostawienie ów przedmiotu w domu. Tak czy inaczej, nie wyglądał na bardzo zasmuconego tym faktem. Patrząc na niego, można było sobie właściwie wyobrazić cały jego tok rozumowania, a i pewnie powód dla którego potrzebował danej rzeczy akurat w tym momencie, jeśli miałaby to być zapalniczka, a Darcey potrzebowałby akurat jakiejś niewymagającej rzeczy, którą mógłby się pobawić podczas długiej podróży z osobą, przy której chwilowo nie czuł się zbyt komfortowo.
- Dobra. - odpowiedział odruchowo, zaraz jednak wyrywając się z zamyślenia i rzucając Kolibrowi takie spojrzenie, jakby właśnie powiedział, że jest w ciąży.
Zdążył już zauważyć niewinność i dobrotliwość tej istoty, ale jakoś nie potrafił przestać się jej nadziwiać. Wydawało mu się, że jego przewodnik powinien być choć trochę poruszony zaistniałą sytuacją. Udało mu się wynaleźć, że jego obojętność w tej kwestii jakoś go umniejsza.
Jakąś dłuższą chwilę zupełnie niedyskretnie mu się przyglądał, ze spuszczonymi brwiami i ciekawością w oczach. Szedł prawie równo z Kolibrem, jakby nagle przestało go obchodzić, że przed chwilą widział w nim kaczkę do odstrzału. Już jakiś czas sprawiał wrażenie, jakby chciał o coś zapytać, ale coś mu w tym bardzo przeszkadzało. Bardzo nurtowało go niedawno zadane przez mężczyznę pytanie. Nie było dziwne same w sobie, ale wydawało mu się, że coś zostało powiedziane nie tak, jak się to normalnie mówi. Jako, że o istotach z Cor nie wiedziano wcale wiele, tak o istotach z Cor wcale niewiele wiedział Darcey - chodź to o czym pomyślał mimo wszystko wydawało mu się głupie.
- Ty... mieszkasz w lesie? - zapytał w końcu bez krępacji, chodź z nutą jakiejś śmieszności samego do siebie. Po raz pierwszy w obecności Princetona jego głos był zupełnie nieściśnięty przez żadne z emocji. Sam Darcey, chodź ze z grubsza poważną miną, wyglądał tak, jakby tylko czekał, aż Koliber da mu znak, że może już zacząć się śmiać.
Zatrzymał się po kilku krokach, wyprzedziwszy towarzysza. Bez słowa przyglądał się jego poczynaniom, nawet nie bardzo wiedząc co powinien w obecnej sytuacji pomyśleć. Nie wyglądał raczej na żadnego kolekcjonera czy przyrodnika, bo były to pierwsze skojarzenia, które przyszły mu na myśl, gdy zaczął się zastanawiać nad celem tego czynu. Wyglądał bardziej na kogoś bardzo czułego na piękno, ...pewnego siebie idealistę, hipisa? Czekał w bezruchu, dopóki Princeton nie wrócił i uprzejmie nie przeprosił go za roztrzepanie. Raczej nie wyglądało, że się na to zanosi, ale nagle parsknął niepohamowanym śmiechem.
- Nie, nie ma sprawy. Możesz sobie uzbierać więcej, ja poczekam. - odpowiedział nie przestając się śmiać. Nie brzmiał (bo może wyglądał) jak ktoś kto chciałby naumyślnie go obrazić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Koliber
Dyplomata

avatar

Posty : 29
Data przyłączenia : 27/11/2014

PisanieTemat: Re: Głębia lasu   Czw Gru 11, 2014 3:11 pm

Skromny... Dobrze powiedziane. Zabawne, że zupełnie obca postać już po krótkiej wymianie zdań może stać się znajoma. Z każdą chwilą można dowiedzieć się o następnych cechach danej osoby, nawet jeśli nie robi się tego celowo... No cóż. Koliber czuł na sobie wzrok towarzysza cały czas. Może i czuł się z tym nieco dziwnie, ale rozumiał to. W końcu nie był osobą, która normalnie wyglądała, nawet sam mógł to bez skrępowania przyznać. Dlatego nie zareagował  na to, po prostu zignorował, zupełnie jakby nie zauważył. Spojrzał nań dopiero, gdy usłyszał zadane pytanie. Wyglądał na jakiegoś miłośnika przyrody? Chyba właśnie tak. To, że Darcey spotkał go w takim, a nie innym miejscu, w dodatku już zdołał zauważyć jego delikatność i słabość do woni kwiatów... Każdy by sobie pomyślał tak jak on, nie ubliżając mu oczywiście.
- Niezupełnie. - Odpowiedział lakonicznie, będąc odrobinę zagubionym. Gdzie on właściwie mieszkał? Hm, tam, gdzie był on sam, oczywiście! Jednak miał te swoje cztery ściany, kawałek podłogi i świeżą pościel. Tam, w ALASie. Ale czy można to nazwać mieszkaniem? Tym bardziej, że mężczyzna tam przebywa i tak maksymalnie rzadko. Chwilę patrzył na skupioną twarz Darceya, wewnętrznie rozbawiony. Ten chłopak... Miał w sobie coś, co sprawiało, że Princeton poczuł się za niego odpowiedzialny. Nie tylko dlatego, że teraz go wyprowadzał z lasu, ale również dlatego, iż widział w nim okazałe ziarenko dobroci. Koliber czuł wewnętrzną potrzebę wyciągnięcia go z HERIDY. No, ale chyba musi sobie pomarzyć... Wątpił w zobaczenie się z nim ponownie.
Już z kwiatem w kieszeni obserwował jego gwałtowną reakcję, której miętowy mógł się spodziewać. Mimo to przy pierwszym parsknięciu jego serce zadrżało, a on sam cofnął się o pół kroku. Dopiero kiedy zrozumiał sytuację, na jego twarz znów wstąpił szkarłat. Przez chwilę czuł się wyśmiany, ale zaraz po jej upływie pojął zwyczajne rozbawienie czarnowłosego. Sam uśmiechnął się dyskretnie patrząc na śmiejącego się mężczyznę. Zagarnął włosy na jedno ramię.
- Coś cię bawi? - Uniósł brwi, udając, że nie rozumie powodu do śmiechu. A rozumiał, w końcu jego zachowanie było nie na miejscu. Już lepszy śmiech niż odraza i tak dalej, prawda? Czy coś... - Ten jeden w zupełności wystarczy. - Zmrużył oczy w uśmiechu i wyciągnął roślinę z kieszeni, aby raz jeszcze powąchać. Każdy ma swoje słabości! Ot, żeby tamten go lepiej zrozumiał, to i jemu przytknął kwiat do nosa. Nie przemyślał tego czynu. Zorientowawszy się, że nieumyślnie znalazł się w niebezpiecznej sytuacji, jego źrenice zwężyły się. Wypuścił krótką łodyżkę z dłoni i czym prędzej odsunął od nieznajomego. Speszony bez słowa poszedł dalej, szybszym krokiem niż chwilę wcześniej. Bał się? Trochę... Nie tylko tego, że tamten jest z HERIDY, ale również czuł, że to co robi jest po prostu żałosne. Dziecinne... Śmieszne. Nie chciał takiej opinii wśród członków organizacji która była tak drażliwa i niebezpieczna...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Głębia lasu   

Powrót do góry Go down
 
Głębia lasu
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Serce zakazanego lasu
» Polana w środku lasu
» Centrum Zakazanego Lasu
» Skraj lasu
» Wschodnia częśc zakazanego lasu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Tereny Poza Miastem :: 
Las
-
Skocz do:  
Partnerzy







BlackButlerHunterxHunter PBFStrefa Forumowych RPGSnM: Naruto PBFUpadli